26 lut 2017

Filmowa Niedziela #44 Oscarowy przegląd

Z każdym rokiem gala rozdania Oscarów ekscytuje mnie coraz bardziej, mimo tego że mam świadomość iż nagrody te nie są żadnym wyznacznikiem. Tutaj chodzi jednak o ten moment, kiedy na jakiś czas cały świat zaczyna dyskutować o kilku filmach, a kina raczą nas naprawdę dobrymi i wartymi zobaczenia tytułami. Ten rok przyniósł nam aż dziewięć nominacji w kategorii "Najlepszy film". Aż trzy z nich w swojej problematyce dotykają ludzi czarnoskórych, tak jakby Akademia chciała się zrehabilitować w związku z poprzednim rokiem. W tym roku bardzo chciałem nadrobić wszystkie nominowane filmy przed premierą i prawie by mi się to udało, gdyby nie "Fences", które w Polsce swojej premiery nie miało i póki co mieć nie będzie. Tak więc spośród dziewięciu tytułów nominowanych w kategorii "Najlepszy film", przygotowałem zestawienie ośmiu, w kolejności od (według mnie) najmniej interesującego, aż do tego najlepszego. Oczywiście zestawienie to jest subiektywne i nie ma związku z przewidywaniami dotyczącymi tego kto może wygrać, a kto nie. Bo podobać się to jedno, a mieć szansę na wygraną to drugie.


8. Ukryte działania
Na najniższym miejscu mamy jeden z trzech filmów skupiających się na życiu i problemach ludzi czarnoskórych. "Ukryte działania" przenoszą widza do Ameryki lat 50. i 60. kiedy to NASA konkuruje ze Związkiem Radzieckim. Głównymi bohaterkami filmu są trzy niezwykle uzdolnione czarnoskóre kobiety- Katherine, Dorothy i Mary- pracujące w NASA i wykonujące zadania obliczeniowców. Jak łatwo się domyślić patrząc na miejsce i czas akcji, historia przedstawiona na ekranie będzie skupiać się na nietolerancji rasowej, a także tej związanej z gorszym traktowaniem kobiet i lekceważeniem ich pracy. Chociaż w wyreżyserowanym przez Theodore'a Melifiego obrazie mocno stykamy się z rasizmem, to całość wydaje się nazbyt słodka i kolorowa. Brak w tym silnych emocji i czegoś co mocniej uderzyłoby w widza. Ot, kolejna ładna amerykańska laurka gloryfikująca zasługi  ludzi czarnoskórych i przypominająca problemy, z jakimi musieli się zmagać. Ogląda się przyjemnie, ale ze "Służącymi" to się niestety nie równa.


7. Przełęcz ocalonych
Oto i jest kino wojenne w reżyserii Mela Gibsona. Odtwórca głównej roli to Andrew Garfield wcielający się w młodego Desmonda, który mimo tego, że w swoich poglądach przeciwny jest zabijaniu, to wstępuje do amerykańskiej armii. Już tutaj otrzymujemy duży paradoks w postaci pokojowo nastawionego chłopaka chcącego na wojnie nie walczyć, a "ratować". Łatwo się domyśleć co będzie dalej. Szyderstwa i nękania ze strony innych żołnierzy? Przysłużenie się armii i bycie na polu walki prawdziwy bohaterem? To raczej sztampowy film, który nie zaskakuje, a za to w wielu momentach jest przewidywalny. Bo tworów takich jak ten trochę już powstało i na pewno drugie tyle jeszcze powstanie. Bądź co bądź to mocne kino wojenne z dobrymi scenami batalistycznymi. Chociaż samo pociągnięcie fabuły nie jest niczym nowatorskim i zaskakującym, to spokojnie można docenić rozmach i ogólny efekt końcowy, który daje ponad dwie godziny dobrej, czasami drastycznej (jak to na wojnie bywa) rozrywki.


6. Nowy Początek
Tak jak w poprzednim roku, tak i w tym gatunek sci-fi ma na Oscarach swojego godnego przedstawiciela. "Nowy początek" opowiada o najeździe obcych na naszą planetę. Nie brzmi to oryginalnie i kojarzyć się może z filmami, gdzie ludzkość walczy o przetrwanie z krwiożerczymi istotami. W tym przypadku chciałoby się powiedzieć: nic bardziej mylnego! To nie jest typowy film o kosmitach. Wątek główny nie koncentruje się tu na walce, a na próbie komunikacji z nieznanymi przybyszami. Najważniejszym staje się poznanie nieznanego dotąd języka, co ma pomóc w zrozumieniu intencji przybyszy. Bo czy obcy zawsze muszą chcieć wytępić ludzkość? Może tym razem chodzi o coś zupełnie innego? "Nowy początek" wybija się ponad inne podobne mu filmy trzymając w napięciu, a jednocześnie będąc dosyć monotonnym, a czasem nawet melancholijnym obrazem stroniącym od nadmiaru scen akcji. Jednak pomysł w połączeniu z dobrą gra aktorską, ogólną estetyką i nadającą klimat muzyką, sprawdza się bardzo dobrze.


5. Lion. Droga do domu
Nie sięgałem po ten film z optymizmem. Oczekiwałem naiwnej i łzawej historii, a tu proszę, bardzo pozytywne zaskoczenie. "Lion. Droga do domu" oparty została na faktach. Jest to historia kilkuletniego chłopa o imieniu Saroo, który gubi się na dworcu w Kalkucie. Dwadzieścia lat później podejmuje próbę odnalezienia rodziny, chociaż wskazówek jest niewiele. To co mnie urzekło, to fakt że film ten nie zasypuje widza nadmierną liczbą dialogów, częściej za to posługuje się obrazami, które nie tylko są piękne dla oka, ale i klarowne pod względem przekazu i odbioru. Wiernie odwzorowane zostają okrutne realia dotyczące życia hinduskich sierot na ulicach, aczkolwiek nie to jest najważniejszym elementem filmu. "Lion. Droga do domu" jest bardzo emocjonalny i wzruszający, bowiem pokazuje trudy z jakimi wiążą się poszukiwania najbliższych, szczególnie wtedy, gdy jedynymi pozostałościami po przeszłości jest kilka rozmytych wspomnień. 

4. Moonlight
Oto najskromniejszy i jednocześnie chyba najgłośniejszy tytuł tegorocznej gali zaraz po "La La Land". Mimo to głośno komentowany "Moonlight" nie znalazł się na szczycie mojego zestawienia wbrew pierwotnym założeniom (które snułem jeszcze przed seansem). Jest to zarówno wizualnie, jak i pod względem emocjonalnym, piękna opowieść o dojrzewaniu i szukaniu siebie, podzielona na trzy rozdziały. W trakcie każdego z nich można obserwować jak mały czarnoskóry chłopak Chiron dorasta i kształtuje się w skutek następujących wydarzeń. Tematyką wiodącą jest tu homoseksualizm, nietolerancja, samotność i trudne relacje z uzależnioną od narkotyków matką. To obraz bardzo subtelny, zbudowany na dobrych zdjęciach, podkreślony piękną muzyką i dopełniony wyrazistymi kreacjami postaci drugoplanowych. No i zakończenie w stylu, jaki lubię najbardziej. Fani mniejszych produkcji powinni poczuć się w pełni usatysfakcjonowani.

3. Aż do piekła
No i w końcu pojawia się film na miarę "To nie jest kraj dla starych ludzi" braci Coen. Niestety w tym przypadku nieco pominięty przez kina, które bardzo szybko zdjęły go z repertuaru. Jest to ten typ filmu gdzie akcja rozwija się bardzo powoli, a mimo to trzyma widza w garści i sprawia, że ten chce obejrzeć go do końca. "Aż do piekła" za pomocą pięknych zdjęć przedstawia Teksas w pełnej krasie. Mamy tutaj mnóstwo słońca, a co za tym idzie bardzo jasne kolory, małe miasteczka, otaczające je pustynie, a przede wszystkim wyśmienicie zagrane, męskie postaci stanowiące trzon tego obrazu. Dwójka głównych bohaterów, to bracia grani przez Chrisa Pinea i Bena Fostera. Chociaż są to czarne charaktery, to za sprawą poprowadzonej narracji widz może poznać ich na tyle dobrze, by nie opowiadać się za stroną sprawiedliwości. Jest to naprawdę dobre męskie kino, w którym nie brak agresji i strzelanin.

2. Manchester by the Sea
W przypadku tego tytułu wystarczyłoby napisać tylko- Casey Affleck. Postać wykreowana przez tego aktora bezsprzecznie udźwignęła cały film. Bohater grany przez Afflecka mimo dramatycznej przeszłości wyzbyty jest wszelkich emocji. Prowadząc proste życie i mając nieciekawą pracę staje w obliczu trudnej sytuacji gdy ginie jego brat, a on sam ma zostać opiekunem nastoletniego bratanka. Chociaż jak wspominałem, główny bohater broni się przed uczuciami, to sam obraz aż od nich kipi, czasami bijąc nimi po oczach, innym razem skrywając je pod warstwą powierzchownego zobojętnienia. To ten typ filmu, gdzie życie zwykłych szarych ludzi i ich problemy są na pierwszym planie i mocno angażują widza, który poznając lepiej historię oraz występujące w niej postaci, łatwo może się zaangażować i poczuć wagę dotykanych przez twórców tematów.

1. La La Land
Za co kochać ten film? Za to, że nawiązuje do klasycznych musicali, czasami wręcz korzystając z aranżacji całych scen tym samym pozbawiając się oryginalności? Za niewielką ilość muzyki i tańca jak na film, który promowany jest przede wszystkim jako musical? Za przeciętne wokale Emmy i Ryana? Można mówić, że to najbardziej przereklamowany produkt roku, dla mnie ma on jednak dużą wartość. Od strony reżyserskiej to prawdziwa perełka. Od strony wizualnej również. "La La Land" dopracowany jest w każdym szczególne począwszy od świetnego montażu, pracy kamery, poprzez stroje, scenografię i muzykę, która dobrze zapada w pamięć. Chociaż jest to film nieco odtwórczy nawiązujący do złotych lat Hollywood, to sprawdza się świetnie, jako słodko-gorzka opowieść o wielkich marzeniach i miłości. To mój tegoroczny niekwestionowany faworyt, który na długo pozostanie w moim sercu.

A teraz pytania do Was. Jak wygląda Wasze zestawienie najlepszych Oscarowych filmów tego roku? Co sądzicie o tegorocznych nominowanych?

7 komentarzy:

  1. Wstyd, ale oglądałam tylko La la land i niestety mam przeciwne zdanie na jego temat. Czuję się tą pozycją tak rozczarowana, że mam nadzieję, że we wszystkich kategoriach, w których jest nominowana z Lionem, to ten drugi film wygra. (Tak wiem, to trochę dziecinne podejście :p) Widziałam co prawda tylko fragmenty, ale książkę uwielbiam, dlatego życzę mu jak najlepiej. W La la landzie podobała mi się muzyka, dlatego trzymam kciuki właśnie za Oscara za muzykę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej marne szanse. Przy 14 nominacjach La la land na pewno zgarnie kilka nagród, w tym pewnie za muzykę, reżyserię i pewnie jako najlepszy film, za ogół i wszystkie te techniczne szczegóły :)

      Usuń
  2. Nic nie oglądałam z powyższych filmów, ale mam w planach słynne La la land i Nowy początek.
    Pozdrawiam
    http://krainamola.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam tylko La La Land i nie rzucił mnie na kolana. Nie twierdzę, że to zły film, ale nie wiem, czy zasługiwał aż na taką ilość nominacji. Przyjemni się oglądało, widać, że się napracowali, ale nic poza tym :)
    Ogólnie to Moonlight, Lion, Manchester i Nowy początek muszę nadrobić.
    Teraz, po Oscarach, trochę szkoda, że Kubo nic nie zdobył, ale w sumie mówiono, że to Zwierzogród był największym faworytem, więc czemu się dziwić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Zwierzogród był niekwestionowanym faworytem chociażby ze względu na przesłanie jakie ze sobą niósł. Aczkolwiek widziałem Kubo i bardzo mi się spodobał, szkoda tylko, że nie został w żaden sposób doceniony, bo nawet w kinach ta animacja przeszła bez większego echa...

      Usuń
  4. Ja żadnego z tych filmów nie oglądałam i jakoś ostatnio niespecjalnie mam ochotę oglądać cokolwiek. Tęsknię za książkami i to chyba im poświęcę ten miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  5. co roku czuję się, jakbym mieszkała w ciemnogrodzie, bo prawie nigdy nie oglądam nominowanych (oraz w konsekwencji, zdobywających Oskary) filmów... dobrze mieć Ciebie i Twoje podsumowania :D

    OdpowiedzUsuń