19 lis 2017

Weekend z filmami: Thor: Ragnarok

Jak już pisałem kiedyś w kontekście innych adaptacji komiksów Marvela, coraz bardziej zaczynam się przekonywać do produkcji z superbohaterami w rolach głównych. Znajdują się jednak serie, które jakkolwiek bardzo by próbowały, nie wzbudzają mojej sympatii. Sam nie jestem pewny z czego to wnika biorąc pod uwagę schematyczność tych filmów. Do takich nieulubionych serii należy na pewno Iron Man oraz omawiany dzisiaj Thor. Tzn. należał... bo już nie należy. Albo należy, ale w mniejszym stopniu niż kiedyś, bo jak się okazało, najnowsza część nosząca podtytuł "Ragnarok" mimo niektórych wad bywa o wiele bardziej zjadliwa niż dwie poprzednie. 

18 lis 2017

Weekend z filmami: Listy do M. 3

Jakoś nigdy wielkim fanem "Listów do M." nie byłem. Mimo to pierwsza część wzbudziła moją sympatię i w jakiś banalny sposób mnie oczarowała. Z kontynuacją było już trochę gorzej, bo dało się w niej dostrzec tendencję spadkową i powtarzalne schematy, które i tak się ostatecznie się sprzedały,  pozostawiając otwartą furtkę dla kolejnej części o prostym, jak budowa cepa tytule "Listy do M. 3". Czy film ten okazał się lepszy od poprzednika? Ciężko stwierdzić, głównie dlatego, że z "Listów do M. 2" pamiętam bardzo niewiele. Źle co prawda nie jest, ale jakoś nadzwyczajnie dobrze też nie. To raczej ten typ filmu, który powinno się (przynajmniej w moim przypadku) obejrzeć w domu w niedzielne zimowe popołudnie przy kawie i dobrym cieście. Ja tymczasem najnowszą część obejrzałem w kinie... i przyznam, że trochę się nudziłem.

13 lis 2017

"Król" Szczepan Twardoch

No w końcu! Twardoch na moim blogu! A raczej książka jego autorstwa. Długo trzeba było czekać na ten moment biorąc pod uwagę, jak dawno jego nazwisko zaczęło zwracać moją uwagę. Pamiętam jak dobre kilka lat temu "Morfina", jedna z jego bardziej znanych powieści, w częstochowskim empiku zwróciła moją uwagę za sprawą swojej okładki. Oczywiście ostatecznie do zakupu książki nie doszło, bo wolałem wówczas inny typ literatury. Jestem jednak zadowolony z tego, że poczekałem te kilka lat, by jako (choć w małym ułamku) inny, bardziej dojrzały (tak, tak sobie wmawiaj) człowiek sięgnąć po jego twórczość. 

6 lis 2017

Podsumowanie września i października

Pora na szczere wyznanie. Wpadłem w czytelniczą depresję. Czytanie przestało dawać mi satysfakcję, a momentami wręcz jest uciążliwe, szczególnie gdy do czynienia mam z książką, która mi się nie podoba, a którą i tak muszę doczytać do końca i zrecenzować (to oczywiście w przypadku współprac z wydawnictwami). Do tego zarówno wrzesień jak i październik były ciężkie i pełne pracy z czego się cieszę, bo udało mi się znaleźć pracę w zawodzie. Jednocześnie studiuję, zacząłem pierwszy rok magisterki. Oczywiście miło jest poczytać sobie w drodze do, albo z Łodzi, ale czasami mam tak, że kiedy staję przed wyborem sięgnąć po książkę, a zrobienia czegokolwiek innego, to wybór wydaje się wówczas oczywisty, szczególnie gdy jestem zmęczony po pracy. Kolejnym powodem tego stanu może być fakt, że trafiałem ostatnio praktycznie na same nijakie książki. Nawet jeżeli o jakiejś pozycji mogłem mówić w kontekście pozytywnym, to i tak mówiąc najprościej: dupy mi nie urwała. Czy jest mi z tym źle? Niezbyt. Kiedy ma się co robić, to liczba przeczytanych stron czy pozycji w danym miesiącu przestaje mieć większe znaczenie. Mam nadzieję, że w listopadzie uda mi się jakoś podciągnąć, ale nie zamierzam robić niczego na siłę. Może potrzeba jakiś zmian? Jakieś rady?