15 cze 2018

Weekend z filmami "Jurassic World: Upadłe Królestwo"

Tytuł: Jurassic World: Upadłe Królestwo
Reżyseria: J.A. Bayona
Czas trwania: 124 min.
Premiera: 8 czerwca 2018 

Wielokrotnie na tym blogu podkreślałem przy okazji książek czy to filmów, jak wiele znaczy dla mnie wszystko co związane z dinozaurami i "Parkiem Jurajskim". Tak więc niezależnie od tego jak wiele fabularnych głupot posiadał w sobie wydany w 2015 roku "Jurassic World", byłem w stanie wybaczyć to twórcom by najzwyczajniej móc czerpać jak największą radość z powrotu dinozaurów na duży ekran. Niestety oglądając kolejną część, czyli "Jurassic World: Upadłe Królestwo" nie jestem już w stanie pewnych rzeczy zignorować. Po obejrzeniu zwiastuna moje oczekiwania względem filmu wzrosły. Miałem nadzieję, że będzie tu podobnie jak w przypadku nowej trylogii "Gwiezdnych Wojen", gdzie po bardzo bezpiecznej "Nowej nadziei" dostaliśmy ryzykownego i dzielącego publiczność "Ostatniego Jedi". Niestety tak się nie stało.

1 cze 2018

Krótkie opinie: "Han Solo: Gwiezdne wojny- historie"

Han Solo: Gwiezdne wojny- historie
reżyseria: Ron Howard
czas trwania: 135 min. 
premiera: 25 maja 2018

Po "Ostatnim Jedi", który totalnie podbił moje serce, jednocześnie dzieląc widzów na dwa skrajne sobie obozy, na najnowszy projekt z uniwersum Gwiezdnych wojen miałem naprawdę duży apetyt. Nie zraziły mnie nawet informacje o problemach na planie i późniejszej zmianie reżyserów. Jednak kiedy już obejrzałem "Han Solo" to poczułem się nieco zawiedziony. Wszystkie te plotki o wspominanych problemach okazały się przestrogą, którą niesłusznie zignorowałem. Chociaż początek "Han Solo" jest całkiem obiecujący, to niestety im dalej, tym większe czułem znużenie i zniecierpliwienie. I wcale nie chodzi tu o obsadę, bo oni wszyscy naprawdę dają sobie radę. W szczególności nowy Han Solo, w którego wcielił się Alden Ehrenreich zasługuje na wyróżnienie za swoją pracę. On nie stara się na siłę naśladować swojego pierwowzoru. On tworzy Hana Solo na nowo, zachowując jednak to co w jego postaci było najważniejsze. Od strony audiowizualnej również film prezentuje się bardzo dobrze. W czym więc problem? Najpewniej w historii bez polotu, która nie oferuje kompletnie nic zaskakującego czy świeżego, co stanowi duży zawód w porównaniu do tego, jak wiele schematów przełamał "Ostatni Jedi". Oczywiście "Han Solo" nie nazwę porażką, bo można go obejrzeć i mieć z tego trochę frajdy. Dla mnie to po prostu trochę za mało.

Ocena: 7/10

Jest czerwiec i mam spory młyn w pracy w związku ze zbliżającymi się występami, brakuje mi więc czasu na długie recenzje. Postanowiłem zatem, że będę pisać częściej, ale w o wiele krótszej formie niż zwykle. Na pewno znajdą się zwolennicy krótszych recenzji. To chyba lepsze niż pozostawiać bloga na dwóch długich postach miesięcznie. 

31 maj 2018

Krótkie opinie: Tully

Tully
reżyseria: Jason Reitman
czas trwania: 96 min.
premiera: 11 maja 2018

Po obejrzeniu zwiastuna spodziewałem się komedii. I rzeczywiście do pewnego momentu "Tully" było komedią. Momentami nieco gorzką, ale jednak komedią. W pewnym momencie następuje jednak zwrot, który wywraca film do góry nogami i nagle wszystko to co wcześniej śmieszyło i rozczulało wywołuje głęboki smutek. Tak przynajmniej było w moim przypadku. "Tully" znakomicie obrazuje to jak musi czuć się zabiegana, nie mająca chwili dla siebie matka trójki dzieci, która niewiele ma wsparcia w swoim mężu. Film ten nie stara się niczego koloryzować, wręcz przeciwnie, dosadnie pokazuje prawdę. Charlize Theron w roli głównej wypada niezwykle przekonująco. Oglądając "Tully" miałem wrażenie, że ona nie udaje granej przez nią postaci, a naprawdę nią jest. Może to kwestia jej przygotowania do roli, bowiem (tu ciekawostka!) by zagrać w filmie Theron przytyła dwadzieścia (!) kilogramów, co jak później wyznała przypłaciła depresją. Nie dziwi więc, że widząc ją na ekranie naprawdę można poczuć smutek, bezradność i niechęć do codziennego życia. Tak więc nie dajcie się zwieść opiniom i nie idźcie na ten film jak na odmóżdżającą komedię. "Tully" to tak naprawdę piekielnie dobry i chwilami poruszający dramat obyczajowy o zmaganiach kobiety po porodzie. Szczerze polecam.


Ocena: 9/10

22 maj 2018

"Wyzwolenie" Ian Tregillis

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Piszę to ponieważ ta recenzja jest moim pożegnanie z trylogią "Wojny Alchemiczne" napisaną przez Iana Tregillisa. Co ważne, trylogią, która nie tylko porwała moje serce, ale i jako pierwsza wprowadziła mnie w clockpunkową rzeczywistość o której istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Opisywane dziś "Wyzwolenie" jest ostatnim tomem wieńczącym moją podróż po świecie pełnym mechanicznych służących.