22 lis 2015

Relacja z V Salonu Ciekawej Książki

Witajcie! W ten weekend w Łodzi miała miejsce piąta edycja Salonu Ciekawej Książki, która odbyła się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa przy ulicy Piotrkowskiej. W ramach wynagrodzenia za nieobecność na Krakowskich Targach, postanowiłem wybrać się tam wraz z Paulą z bloga rude recenzuje.

Lokacja Salonu była dobra, bo znajdował się on praktycznie w centrum miasta, dzięki czemu dostanie się na miejsce nie stanowiło większego problemu. Na użytek targów oddane zostały całe trzy piętra muzeum. Wydaje się, że to dużo, prawda? No właśnie... wydaje się.

Wejście na parter było bezpłatne i znaleźć tam można było kilka stanowisk należących głównie do antykwariatów. Wytrwali poszukiwacze mogli tam natrafić na sporo interesujących tytułów po stosunkowo niskiej cenie. Właśnie razem z Paulą zaopatrzyliśmy się w brakujące nam egzemplarze Harry'ego Pottera.

Wejście na kolejne poziomy było już płatne. Tam znajdowały się stanowiska poszczególnych wydawnictw, czy chociażby warsztaty organizowane dla dzieci. Co się zaś tyczy samych stanowisk, to w tej kategorii było naprawdę biednie. Ich lista nie należała do zbyt obszernych, dodatkowo dało się wyczuć brak kilku większych, oczekiwanych przeze mnie wydawnictw. Promocji nie było zbyt wiele, zaledwie na kilku stanowiskach można było zobaczyć bestsellery -20%, góra -30%. Niewątpliwie największym zainteresowaniem cieszyły się pudła/stoliki z mniej popularnymi tytułami po dziesięć złotych za sztukę. Przy jednym z takich stolików, wystawionych przez wydawnictwo Czarna Owca udało mi się nabyć "Kaznodzieja" Camilli Lackberg. Na niektórych ze stanowisk nie było żadnych promocji, co mnie trochę dziwi biorąc pod uwagę to, że zwykle na oficjalnych stronach wydawnictw (nie wspominając już o internetowych księgarniach i portalach aukcyjnych) można nabyć te same tytuły po tańszej cenie. Po co zatem przepłacać na targach?






Chociaż nie oczekiwałem po tym wydarzeniu wielkiego rozpędu, to i tak w jakimś stopniu zwiodłem się jego formatem. Ogólnie odniosłem wrażenie, że zainteresowanie nim raczej nie było zbyt duże, co w jakimś sensie było plusem, ponieważ pozwoliło uniknąć niepotrzebnych kolejek i tłumów. Chociaż na targach pojawiłem się stosunkowo wcześnie, to kilkukrotne obejście całej przestrzeni zajęło nie więcej niż godzinę z hakiem. Tragedii więc nie było, szału jednak też nie. Miałem tylko nadzieję, że uda mi się upolować więcej niż dwie ciekawe książki. Być może za rok kolejna edycja Salonu Ciekawej Książki okaże się lepsza.





Poniżej moje łódzkie zdobycze: 
-"Harry Potter i Czara Ognia" J.K. Rowling
-"Kaznodzieja" Camilla Lackberg

Byliście? Widzieliście? Jeżeli tak, to koniecznie pochwalcie się swoimi nabytkami :)


20 lis 2015

Zakon Mimów [Recenzja]

Tytuł: Zakon Mimów
Autor: Samantha Shannon
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 544
Cena: 34,90 zł

Witajcie! Dzisiejszy wpis poświęcony będzie Zakonowi Mimów, czyli kontynuacji Czasu Żniw autorstwa Samanthy Shannon. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po jej debiut literacki, zastanówcie się, czy aby na pewno chcecie czytać tę recenzję, ponieważ możecie się natknąć tu na drobne spoilery dotyczące zakończenia poprzedniej części. Jak to mówią "Wóz albo przewóz!".

"Czas Żniw" miałem okazję przeczytać w październiku za sprawą nawiązanej współpracy z wydawnictwem SQN. Pełną recenzję tej książki znajdziecie, jeżeli klikniecie tu. 
Przyznam, że mimo tych wszystkich pozytywnych recenzji po "Zakon Mimów" sięgałem z pewną obawą. Bałem się, że będzie to powtórka z rozrywki. Co prawda "Czas Żniw" w ogólnym rozrachunku okazał się być dobrą książką. Patrząc przez pryzmat debiutu można nawet powiedzieć, że była to bardzo dobra lektura, jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że czegoś mi jednak w niej zabrakło. Czytając "Zakon Mimów" szybko odkryłem czym był ten brakujący element, ale o tym za chwilę.

Paige Mahoney po ucieczce z koloni karnej Szeol I powraca do Londynu, gdzie decyduje się dalej pracować dla swojego mim-lorda Jaxona. Po tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w po porwaniu, Paige postanawia poinformować świat o istnieniu Refaitów, a także o krwiożerczych bestiach zwanych Emmitami, jednak niektóre osoby z jej otoczenia nie dają wiary w opowieści o tych niezwykłych stworzeniach i starają się, by informacje te nie ujrzały światła dziennego. Paige będzie musiała zawalczyć o prawdę i stawić czoła wielu innym wyzwaniom, bowiem dochodzi do tragicznego morderstwa, które rzuca na nią podejrzenia. Dodatkowo nasza mała Śniąca (czyli Paige) poszukiwana jest przez cały Sajon. Czyżby Nashira maczała w tym palce?

Tym razem nie ma już wstępów i zapoznawania z poszczególnymi bohaterami. Akcja od samego początku mocno prze do przodu, a sama atmosfera jest napięta niczym struna w dobrze nastrojonej gitarze. "Zakon Mimów" w przeciwieństwie do poprzedniej części pozwala czytelnikowi zwiedzić Sajon i to jest właśnie element, którego zabrakło mi w Czasie Żniw, w którym mogliśmy zaledwie uszczknąć tego niezwykłego miejsca. Tym razem każda ulica i każdy ciemny zaułek staje przed nami otworem. Londyn, który został obrócony przez autorkę o sto osiemdziesiąt stopni jest czymś tak intrygującym, że możliwość jego bliższego poznania go stanowi niezwykłą przyjemność. Przy okazji o wiele jaśniejsze dla czytelnika staje się funkcjonowanie "podziemnego" świata jasnowidzów, ich życia codziennego, podziału i roli. Coraz bardziej widoczna staje się także ogólna wymowa serii mocno odnosząca się do władzy, polityki i podziału klas społecznych na lepsze i gorsze i chociaż "Zakon Mimów" zgrabnie wpisuje się w kanon modnych obecnie młodzieżówek, nadal zaskakuje, podsuwając nietuzinkowe rozwiązania i zakończenie, które mówiąc wprost... zlasowało mi mózg. Ta obszerna powieść oferuje coś innego niż "Czas Żniw" w wyniku czego nie nudzi, lecz elektryzuje w taki sposób, że ciężko się od tej książki oderwać.

O ile "Czas Żniw" miał za zadanie zbudowanie twardego gruntu pod nogami, o tyle "Zakon Mimów" pozwolił autorce rozwinąć naprawdę pokaźnych rozmiarów skrzydła i mam dzięki temu ogromną nadzieję, że kolejne tomy utrzymają tendencję wzrostową i pozwolą Samanthcie Shannon wzbić naprawdę wysoko. Jeżeli czytaliście już "Czas Żniw", koniecznie musicie sięgnąć po jego kontynuację. Nawet jeśli pierwszy tom Was nie porwał to gwarantuję, że "Zakon Mimów" mimów nadrobi wszelkie braki, bowiem w porównaniu do poprzednika jest jeszcze lepsza część, dojrzalsza i przy tym treściwsza. Pozostaje jedynie czekać na trzeci tom serii ("The Song Rising"), którego premiera ponoć dopiero w listopadzie przyszłego roku.

Ocena książki: 9/10

Plusy:
-całość lepsza od Czasu Żniw
-niesamowite zakończenie
-rozbudowana fabuła
-możliwość lepszego poznania Sajonu

Minusy:
-brak

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non


19 lis 2015

#Mockingjay Book Tag

Witajcie! Czas oczekiwania dobiegł właśnie końca! Już jutro w kinach pojawią się "Igrzyska Śmierci: Kosogłos cz.2", czyli długo wyczekiwana ekranizacja ostatniej części trylogii autorstwa Suzanne Collins. Z tej okazji w kinach organizowane są filmowe maratony Igrzysk Śmierci. Na jednym z nich byłem rok temu w krakowskim multikinie, w tym roku jednak tą przyjemność sobie odpuszczam, bo cztery filmy pod rząd to chyba dla mnie trochę za dużo. Niemniej jednak na Kosogłosa cz.2 wybieram się do kina już w najbliższy wtorek (nie wiem, jak ja wytrzymam tyle dni...), a z okazji premiery mam dla Was Mockingjay Book Tag, który ostatnio na swoim kanale robiła Anita z Book Reviews. Link do jej filmiku tutaj.

Katniss Everdeen, czyli ognista książka, która zapaliła Twoje serce
Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu...

Peeta, czyli najcięższa książka w Twojej biblioteczce
Kiedyś chyba muszę się za to zabrać i przeczytać...

Gale, czyli książka za którą byś zabił
Mój skarb... tak długo, jak nie mam tej książki w swojej biblioteczce, to jestem w stanie za nią zabić, zatem miejcie się na baczności!

Prim, czyli ulubiona książka z dzieciństwa
Nie wiem, czy to kogoś jeszcze dziwi... kocham całą serię, jednak Czarę Ognia najbardziej.

Finnick, czyli książka z piękną okładką
Zawsze mam problem z wybieraniem "pięknych" okładek. Ta może nie jest aż tak piękna, jednak na mojej półce świeci się jak miliony monet!

Johanna, czyli książka, która Cię zraniła i wywołała łzy
Kiedyś X lat temu, popłakałem się czytając Harry'ego Pottera, ale za dużo go w tych tagach...

Prezydent Snow, czyli najbardziej znienawidzona przez Ciebie książka
Można nie czytać jakiejś książki i pałać do niej nienawiścią? W tym przypadku oczywiście, że można.

Galeniss/Peetniss, czyli książkowa para, której kibicujesz
No cóż... to chyba taki mały spoiler z mojej strony... ups!


Do wykonania tego tagu nominuję (o ile czytaliście trylogię Igrzysk Śmierci i lubicie się bawić w tagi książkowe):

Miłego poranka/południa/wieczoru/nocy (zależnie od tego, o której ten wpis czytacie) i dajcie  mi koniecznie znać, czy jesteście fanami Igrzysk Śmierci i wybieracie się do kina na Kosogłosa ;)


17 lis 2015

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku [RECENZJA]

Tytuł: Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku
Autor: Dorota Masłowska
Wydawnictwo: TR Warszawa
Ilość stron: 96

Nieczęsto sięgam po książki polskich autorów, dlatego dzisiejsza recenzja pod tym względem będzie wyjątkowa. Dorota Masłowska, bo o jej twórczości mowa, w wieku dziewiętnastu lat zadebiutowała w świecie literackim za sprawą książki o tytule "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną", która okrzyknięta "pierwszą powieścią dresiarską", szybko osiągnęła sukces, skutkiem czego była chociażby nominacja do nagrody Nike. Jednak nie o "Wojnie..." będzie mowa, a o "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku".

Chociaż o Masłowskiej słyszałem już jakiś czas temu, za sprawą ekranizacji jej debiutanckiej powieści, czy chociażby dzięki "Ćwiartce raz" Karoliny Korwin-Piotrowskiej, to nie podejrzewałem, że tak szybko przyjdzie mi sięgnąć po jej twórczość, a zrobiłem to tylko ze względu na "pracę domową" zadaną mojej grupie przez wykładowcę (którego przy okazji pozdrawiam, chociaż szczerze wątpię, czy kiedykolwiek przeczyta ten post).

"Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" to dramat wydany w 2006 roku. Jego historia koncentruje się na dwóch tytułowych Rumunach- mężczyźnie oraz kobiecie, którzy mówiąc wprost, mocno zabalowali w wyniku czego znaleźli się w małej miejscowości oddalonej o sto kilometrów od Warszawy. Fabuła książki skupia się na próbie szybkiego powrotu do miasta.

Od razu zaznaczę, że twórczość Masłowskiej jest raczej specyficzna i nie każdemu przypadnie do gustu. Chociaż "Dwoje biednych Rumunów..." czyta się szybko, bo nie dłużej niż godzinę, to po zakończonej lekturze w głowie pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi, szczególnie w kontekście otwartego i jak dla mnie dosyć niejasnego zakończenia. Przyznam, że ciężko było mi wkręcić się w oferowaną przez autorkę historię, ponieważ od pierwszych stron rzucony zostałem na głęboką wodę. Nie wiedziałem kto jest kim, jakie są cele i powody postępowań, jednak wraz z kolejnymi stronami autorka przedstawia w coraz to większych szczegółach poszczególnych bohaterów, ich życie, pracę i rozterki, jakie przeżywają. Podobnie jak z  postaciami drugoplanowymi, których nasi Rumuni spotykają na swojej drodze do Warszawy. Chociaż momentami ten krótki dramat może wydawać się zabawny, tak naprawdę obrazuje smutną rzeczywistość opisaną w dosyć ordynarny, czasami nawet agresywny sposób. Wszystko co zawarte w tej historii, wydaje się być zawiłe i nieoczywiste, przez co ciężko brać cokolwiek w tej ksiące na serio

Zanim sięgniecie po Masłowską, dobrze się zastanówcie, czy jesteście na to gotowi. Nie twierdzę, że się zawiedziecie, jednak wobec niej raczej ciężko być obojętnym. Chociaż "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" nie było złą lekturą, zdecydowanie mnie nie porwało i teraz już wiem, że po więcej książek Masłowskiej w najbliższym czasie nie sięgnę... no chyba, że znowu wykładowca będzie kazał. Może jeszcze nie dojrzałem do tego typu książek, a może po prostu nie przepadam za dramatami... ciężko stwierdzić.

Ocena książki: 6/10

Plusy:
-szybko się czyta
-posiada stosunkowo proste przesłanie

Minusy:
-napisana w specyficznym stylu
-niejasne zakończenie