9 sie 2016

Księżniczka z lodu [RECENZJA]

Tytuł: Księżniczka z lodu
Autor: Camilla Lackberg
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Czarna Owca
Cena: 34,90 zł

Małą rybacką wioską Fjallbaca wstrząsa informacja o śmierci trzydziestokilkuletniej Alex. Choć początkowo wyglądać to może na samobójstwo, dowody jednoznacznie wskazują, że doszło do morderstwa. Policja w związku z tym wszczyna śledztwo, a na wierzch wychodzą skrywane przez wiele lat tajemnice miejscowych mieszkańców. Kto zabił Alex? I czy miał ku temu powód? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w książce.

Już spory kawałek czasu nie miałem w rękach dobrego kryminału, postanowiłem więc sięgnąć po twórczość Camilli Lackberg, która przez wielu uważana jest za wręcz klasyczny przykład skandynawskiej literatury kryminalnej. "Księżniczka z lodu", czyli pierwszy tom sagi o miasteczku Fjallbace w swojej kategorii sprawdził się bardzo dobrze. Na samym jego początku poznajemy Erikę Flack, pisarkę, która po śmierci rodziców wraca do wioski, w której to się wychowała. Szybko jednak okazuje się, że to nie jedyna postać, której losy będziemy mieli okazję śledzić, co w całości wychodzi bardzo na plus. Wykreowani przez Lackberg bohaterowie są zróżnicowani i dalecy od ideałów. Autorka nie unika opisywania ich wad i problemów, z którymi zwykle borykają się ludzie ich wieku.

Akcja, jak i samo śledztwo, posuwają się powoli, lecz sukcesywnie do przodu. Wraz z kolejnymi rozdziałami przybywa dowodów oraz podejrzanych, tak więc czytelnik ma spore pole do popisu w typowaniu mordercy, a może nawet kilku morderców. Poza głównym wątkiem kryminalnym, otrzymujemy w powieści również kilka pobocznych wątków obyczajowych, dotyczących prywatnego życia Eriki, jej związków, problemów z otrzymanym w spadku domem, czy jej siostrą uwikłaną w toksyczny związek. Wątki te nie zostają zamknięte wraz z końcem powieści, co pozostawia pewien niedosyt, jak i skłania do sięgnięcia po kontynuację serii. Dodatkowo pisarka w ciekawy sposób przedstawiła życie w małym miasteczku, gdzie każdy zna swoich sąsiadów i gdzie dbanie o własną reputację zmusza do zamiatania niektórych problemów pod dywan.

Moją największą udręką, który zwykle towarzyszy mi podczas czytania kryminałów, jest to, że wszystkie porozrzucane przez autorów wskazówki zbyt szybko dopasowywałem do siebie, przez co zakończenie poznawałem wcześniej, niż bym sobie tego życzył. Tym razem było nieco inaczej. Co prawda wielu rzeczy zdążyłem się domyślić i momentów zaskoczenia nie było już tak wiele, jednak samo zakończenie w pewnym sensie pozostało dla mnie miłą niespodzianką. Dużym plusem książki był również styl jakim została napisana, a także niezwykle plastyczne, pozostające w pamięci opisy i zawarte w nich kreatywne porównania. Niestety mimo to czegoś w "Księżniczce z lodu" mi zabrakło. Sama zbrodnia, jak i śledztwo, nie wywołały we mnie większych emocji i nie zmroziły mi przysłowiowej krwi w żyłach. To raczej kryminał z serii tych lekkich, przez które przechodzi się bez większych problemów.

Może i "Księżniczka z lodu" nie jest najlepszą powieścią swojego gatunku, jaką miałem okazję przeczytać, ale niewątpliwie to książka dobrze skonstruowana, łatwa w odbiorze i godna polecenia. Jej kontynuacja zatytułowana "Kaznodzieja" już stoi na mojej półce i czeka na przeczytanie. Mam nadzieję, że nie okaże się gorsza niż swój poprzednik.

Z serii "ciekawe, lecz niekoniecznie ważne": Fjallbacka to rodzinne miasteczko, w którym wychowywała się sama autorka serii, czyli Camilla Lackberg.

Ocena książki: 7/10

Plusy:
-zwrócenie uwagi na wątki obyczajowe
-posiada plastyczne opisy
-jest to książka lekka i łatwa w odbiorze

Minusy:
-niektóre z zagadek były dosyć przewidywalne

9 komentarzy:

  1. Autorka uznawana za współczesną królową kryminału, cztery pierwsze tomy jej serii u mnie na półce, stojąc tam już od roku, zdążyły się zakurzyć. Mnie przede wszystkim zależy na zagadce, a skoro twierdzisz, że zakończenia nie byłeś w stanie się domyślić, to koniecznie muszę się wziąć za „Księżniczkę lodu” i resztę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię kryminały Lackberg, chociaż to są właśnie takie nieco lżejsze, mniej krwawe historie, w których wątek obyczajowy jest równie ważny jak intryga. Jak na razie mam za sobą cztery tomy cyklu i przypomniałeś mi, że najwyższy czas sięgnąć po piąty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te trzy kolejne tomy według Ciebie są lepsze/gorsze od "Księżniczki z lodu" :)?

      Usuń
    2. Są raczej porównywalne. Pamiętam, że drugi tom uważałam za słabszy, ale trzeci i czwarty znów trzymają poziom pierwszego :)

      Usuń
  3. Ja sobie Lackberg daruję, bo wiem mniej więcej, czgeo się spodziewać i kumpela trochę mnie do tych książek zraziła. W ogóle ostatnio i tak nie mam ochoty na kryminały, a na półce czekają dwa. Nie wiem, czy czytałeś, ale jeżeli nie, to ze skandynawskich pisarzy polecam Larssona ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałem, ale sporo o nim słyszałem. Na pewno po niego sięgnę za jakiś czas :)

      Usuń
  4. Według mnie Lackberg jest nieco przereklamowania. Również czytałam "Księżniczkę z lodu" i nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Może rzeczywiście to taki niewymagający, lekki i przyjemny w czytaniu kryminał, ale mnie na przykład niesamowicie irytowała wszechwiedza głównej bohaterki i jej genialne pomysły, które wyskakiwały nagle to tu i tam, niczym króliki z czarodziejskich kapeluszy. Za łatwo przychodziło jej dochodzenie do pewnych tropów, a naprawdę absurdalne stawało się to wtedy, gdy to właśnie dzięki niej, kobiecie piszącej nekrologi w gazetach i tak naprawdę guzik wiedzącej o ofierze, szliśmy do przodu z całym śledztwem i dochodzeniem. Oczywiście nie dzięki całej grupie wykwalifikowanych specjalistów, detektywów i policji. Bardzo nie lubię takich rzeczy, a już szczególnie w kryminałach. Po kontynuację raczej nie zamierzam sięgać, ale jeśli Ty to zrobisz i zrecenzujesz "Kaznodziejkę", chętnie poznam twoją opinię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kontynuację mam zamiar sięgnąć jakoś we wrześniu, recenzja na pewno pojawi się na blogu :)

      Usuń