13 sty 2016

Zimowy Tag Książkowy

Dzisiaj taka zapchajdziura, ponieważ pisanie recenzji ostatnio mi zajmuje trochę czasu, tak samo jak nadrabianie książek i ogarnianie życia. Do tagu nominowała mnie Paula z rude recenzuje. No cóż, może święta za nami, jednak jakby nie patrzeć zima nadal trwa, szczególnie pod względem pogody, która na zmianę serwuje śnieżyce i ulewne deszcze. No to zaczynamy.

KAKAO- książka, która rozgrzewa serce

ŚNIEG- książka z białą okładką

MIKOŁAJ- gruba książka albo bardzo długa seria

RÓZGA- książka, której czytanie było męką

PREZENT- bardzo dobra książka, która możesz polecić każdemu

Jak ktoś chce wykonać ten tag, to zachęcam. Konkretnych nominacji brak.


8 sty 2016

Lek na śmierć [RECENZJA]

Tytuł: Lek na śmierć
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 388
Cena: 37,90 zł

DRESZCZ jest dobry- to były ostatnie słowa, jakie Thomas usłyszał od Teresy. Po przejściu prób ognia, Thomas wraz ze swoimi przyjaciółmi trafił do placówki Dreszczu, gdzie mają zostać dokończone badania nad lekiem na Pożogę, czyli chorobę, która niszczy pozostałości populacji ludzkiej. Jak się jednak okazuje, nie wszyscy Streferzy są odporni na tę chorobę. Dodatkowo stają przed trudnym wyborem, bowiem mogą zdecydować, czy chcą odzyskać swoje wspomnienia. Jaki będzie ich wybór? Czy lek na Pożogę zostanie w końcu wynaleziony? A co najważniejsze, czy Dreszcz aby na pewno jest dobry? 

Wiele pytań, a niewiele odpowiedzi. Tym właśnie jest finał trylogii Więźnia Labiryntu autorstwa Jamesa Dashnera. Na tym jednym zdaniu można by zakończyć całą recenzję, to chyba jednak nie zadowoliłoby ani mnie, ani was. 

Nie lubię spraw niezamkniętych, dlatego jeżeli sięgam po jakąś serię to staram się ją doczytać do końca, szczególnie jeżeli pierwsze tomy mi się spodobają. "Więźnia Labiryntu", czyli pierwszą część trylogii o tej samej nazwie czytałem ponad rok temu i chociaż nie przypominam sobie, bym Dashnerowską twórczość uznał za coś przełomowego, to sama książka przypadła mi do gustu, głównie ze względu na mój ulubiony motyw labiryntu pełnego niebezpieczeństw, wykorzystanego w powieści. Niedługo potem sięgnąłem po drugą część, czyli "Próby Ognia", które były już nieco gorsze, ze względu na oklepane rozwiązania i nachalny wątek miłosny. Wciąż jednak wierzyłem, w finał z dużym rozmachem i tutaj niestety częściowo się zawiodłem.

Pierwszą irytującym aspektem "Leku na śmierć" był nieznośnie banalny język użyty przez autora. Mam świadomość, że książki Dashnera mieszczą się w kategorii literatury młodzieżowej, to jednak nie znaczy, że nie można było napisać ich w nieco bardziej wyszukany sposób, stosując chociażby więcej barwnych opisów (ostatnio przeczytałem chyba za dużo dobrych książek). A jeżeli już o opisach mowa, to warto wspomnieć o niewykorzystanym potencjalne świata wykreowanego przez autora. Obcując z ziemią częściowo zniszczoną przez rozbłyski słoneczne, chciałbym wiedzieć więcej na temat świata, o którym czytam, a o którym stosunkowo niewiele zostało napisane, a szkoda, bo dłuższe i ciekawsze opisy miejsc w jakich przebywali bohaterowie tylko wpłynęłoby na korzyść samej powieści, szczególnie, że czytelnicy mają okazję przebywać w nowych, nieznanych z poprzednich tomów miejscach, jak chociażby mieście Denver, jednym z nielicznych, nietkniętych przez Pożogę. Na ogół "Lek na śmierć" czyta się bardzo szybko, ze względu na stosunkowo dużą czcionkę oraz równie duże marginesy, dzięki czemu książka ta się nie dłuży mimo tego, że ma prawie czterysta stron.

Sami bohaterowie, jeżeli kiedyś budzili moją sympatię, to za sprawą trzeciego tomu trylogii stracili ją całkowicie. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron (jeżeli nie więcej) nic, tylko się kłócą i wrzeszczą na siebie. Ponadto rzadko kiedy myślą o konsekwencjach podejmowanych przez siebie decyzji. I o ile w poprzedniej części autor rozwijał dosyć naiwny wątek miłosny, o tyle w "Leku..." kwestie miłosne zostały zamrożone, tak jakby miały przeszkadzać w przebiegu samej fabuły, co do której mam trochę zastrzeżeń. Niby jest dynamicznie, bo cały czas coś się dzieje i niby są zwroty akcji, jednak Dashner serwuje je tak często, że w pewnym momencie całość staje się schematyczna, a co za tym idzie, mocno przewidywalna. Dlatego w pewnym momencie nie dziwi, a wręcz nuży to, że przy każdej możliwej wyprawie Thomas i jego kompani natrafiają na ciągłe przeszkody w postaci Popażeńców, bądź łowców nagród. Sam finał i rozwiązanie tej historii nie zaspokoiło moich oczekiwań, bowiem nie wszystkie relacje pomiędzy postaciami zostały do końca wyjaśnione, a oni sami (z dobrym wyjątkiem) stali się praktycznie nieśmiertelni w starciach z silniejszymi i lepiej uzbrojonymi/wyszkolonymi osobami. Po prostu wszystkim odpisuje szczęście wtedy, kiedy tego potrzebują.Tak samo jest z wyjściami z trudnych sytuacji. Autor "Leku na śmierć" na prawo i lewo żongluje banalnymi rozwiązaniami, które chwilami w moich oczach wypadły po prostu idiotycznie.

Być może naczytałem się o kilka dobrych książek za dużo, bowiem "Lek na śmierć" zawiódł mnie na wielu płaszczyznach i tylko utwierdził w przekonaniu, że chyba wyrosłem z literatury młodzieżowej, a przynajmniej tej niskich lotów. Niby był wielki finał, niby się działo, jednak to wszystko było za mało dopracowane. Po prostu zabrakło smaczków, przy których mógłbym się zatrzymać na dłużej. Wiem, że niedawno w Polsce swoją premierę miał prequel całej serii, zatytułowany "Rozkaz Zagłady", nie jestem jednak teraz pewien, czy chcę go przeczytać.

Ocena: 5/10

Plusy:
-szybko się czyta (mój ulubiony plus!)
-dynamiczna akcja

Minusy:
-jak dla mnie zbyt banalny język
-schematyczna i przewidywalna fabuła
-niesatysfakcjonujący finał


6 sty 2016

Nieortodoksyjne podsumowanie grudnia


Za nami grudzień, miesiąc pełen śniegu, świątecznych przygotowań i prezentów. To także miesiąc, w którym miała miejsce druga edycja BookAThonu, w której i ja wziąłem (po raz pierwszy) udział. Mimo obowiązków i świątecznego szału udało mi się znaleźć trochę czasu na czytanie. Efekty poniżej.

Przeczytane w listopadzie:
1. "Dzieci Gniewu" Paul Grossman
Ilość stron: 368; ocena: 8/10; recenzja

2. "Ości" Ignacy Karpowicz
Ilość stron: 468; ocena: 6/10; recenzja

3. "Harry Potter i Komnata Tajemnic" J.K. Rowling
Ilość stron: 366; ocena: 10/10; recenzja

4.  "Romeo i Julia" William Szekspir
Ilość stron: 152; ocena: 8/10

5. "Republika Piratów" Colin Woodard
Ilość stron: 384; ocena: 7/10; recenzja

6. "Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins
Ilość stron: 328; ocena: 5/10; recenzja

7. "W pierścieniu ognia" Suzanne Collins
Ilość stron: 359; ocena: 10/10

Łączna ilość przeczytanych stron: 2425

Po podzieleniu ilości przeczytanych w tym miesiącu stron przez ilość dni, wychodzi, że codziennie czytałem ponad 78 stron. Tragedii nie ma, a co więcej, jest nawet trochę lepiej niż w poprzednim miesiącu. 

Jak widać po ocenach, w grudniu najlepiej dwie książki, które czytałem po raz enty, czyli "Harry Potter i Komnata Tajemnic" oraz "W pierścieniu ognia". W końcu nie na darmo non stop gadam o tym, jak bardzo uwielbiam obie te serie. Najsłabszą książką minionego miesiąca okazała się mocno przereklamowana i niczym niewyróżniająca "Dziewczyna z pociągu". Do dziś żałuję, że kupiłem tę książkę.

Dodatkowo na blogu pojawiły się:
Filmowa niedziela
Książkowe podsumowanie 2015 roku
Recenzja ilustrowanego Harry'ego Pottera

Oraz coś w klimatach świątecznych, czyli:
Lista prezentów dla książkoholika
Świąteczny berek książkowy

Grudzień uznaję za udany i jednakowo mam nadzieję, że każdy kolejny miesiąc nowego roku będzie jeszcze lepszy pod względem liczby przeczytanych i zrecenzowanych książek.

A Wam ile udało się udało przeczytać w grudniu? :)


3 sty 2016

Filmowa niedziela #1

Witam w pierwszym noworocznym wpisie! Rok 2016 zaczynam od filmowej niedzieli. Na początek może kilka spraw organizacyjnych. Po pierwsze: w zeszłym roku filmowe niedziele odbywały się w różne dni tygodnia (filmowe środy, czwartki itd.), w tym roku natomiast wszystkie będą odbywać się w niedziele. Po drugie: wpisów z tej serii będzie więcej niż jeden na miesiąc, tak jak to miało miejsce rok temu. Po trzecie: dzisiaj chyba powinno być filmowe podsumowanie zeszłego roku, jednak uwierzcie mi, książkowe podsumowanie całkowicie mnie wyczerpało w kategorii "wybierz co było twoim ulubionym i napisz dlaczego". Dlatego też dzisiaj będzie krótko o dziesięciu filmach, których premiery w 2016 roku na pewno nie przegapię. W doborze tytułów sugerowałem się oczywiście ich polską datą premiery, w takiej kolejności też zostały ułożone.


1. Joy; reżyseria: David O. Russell
    premiera: 8 stycznia
Po udziale w kasowej serii "Igrzysk Śmierci" odtwórczyni głównej roli, Jennifer Lawrence prawdopodobnie będzie musiała się mocno napracować, by oderwać od siebie łatkę z napisem "Katniss Everdeen". Najbliższą okazją do zaprezentowania się od innej strony będzie "Joy", w którym Lawrence wciela się w rolę samotnej matki, która za sprawą pewnego wynalazku staje się milionerką. Co najciekawsze, to już czwarty film, w którym Jennifer gra razem z Bradleyem Cooperem. Poprzednio tą parę można było zobaczyć w "Poradniku pozytywnego myślenia", "Serenie", czy"American Hustle". Jak sobie tym razem poradzą na dużym ekranie?

2. Nienawistna ósemka; reżyseria: Quentin Tarantino 
    premiera: 15 stycznia
Quentin Tarantino zapowiedział kiedyś, że stworzy tylko dziesięć filmów. Niebawem premierę w Polsce będzie mieć jego ósmy film o tytule "Nienawistna ósemka". Tym razem reżyser stworzył trwający ponad trzy godziny western, w którym zobaczymy m.in. Samuela L. Jacksona, czy Kurta Russela. Choć niewiele osób jak dotąd miało okazję obejrzeć ten film, to można słyszeć opinie, że jest to jeden z tegorocznych faworytów do oskarowych nominacji. Jeżeli "Nienawistna ósemka" jest tak dobra jak "Django", to czapki z głów panie Tarantino.

3. Dziewczyna z portretu; reżyseria: Tom Hooper
    premiera: 22 stycznia
Jest to ciekawa i zarazem odważna propozycja, w której ulubieniec kobiet- Eddie Redmayne podjął się zagrania roli Edrina, artysty, który postanawia zmienić płeć. O ile tematyka filmu raczej nie należy do nazbyt przeze mnie lubianych, o tyle jestem bardzo ciekaw, jak Eddie poradzi sobie z udźwignięciem tak ciężkiej roli. Dodatkowo w "Dziewczynie z portretu" można zobaczyć piękną Alicie Vikander, którą poznałem za sprawą wspaniałej "Ex machiny", a która wcieli się w żonę Edrina, muszącą zmierzyć się z trudną decyzją ukochanego. Mam wielką nadzieję, że gra aktorska obojga sprosta moim oczekiwaniom

4. Zjawa; reżyseria: Alejandro Gonzalez Inarritu
   premiera: 29 stycznia
To ponoć kolejny oskarowy faworyt. Leonardo DiCaprio w roli głównej. Czy tym razem uda mu się zgarnąć nagrodę? Nie wiem, jestem jednak przekonany, że warto czekać na kinową premierę tego filmu (chociaż dziwnym trafem jest już dostępny na internecie) ze względu na jego specyficzny klimat, jakim emanują zwiastuny. To na szczęście raczej nie będzie kolejny komercyjny produkt pokroju Wilka z Wall Street.

5. Deadpool; reżyseria: Tim Miller
   premiera: 12 lutego
Nigdy nie byłem wielkim fanem Marvelowskich produkcji, postanowiłem jednak w tym roku nadrobić zaległości w filmach o superbohaterach, a jak wiadomo, to właśnie Marvelowskie twory górują w tej kategorii. "Deadpool" opowiada o byłym żołnierzu, który poddany zostaje niebezpiecznemu eksperymentowi. Jak łatwo się domyśleć, jego życie po tym wydarzeniu ulegnie całkowitej zmianie. Biorąc pod uwagę inne filmy o podobnej tematyce, można mieć tylko nadzieję, że "Deadpool" dostarczy dobrej, wartkiej akcji i dawki humoru.

6. Osobliwy dom pani Peregrine; reżyseria: Tim Burton
    premiera: 4 marca
Ten film nie wymaga komentarza, ze względu na Tima Burtona, jednego z moich ulubionych reżyserów, którego filmy mogę oglądać w ciemno, bez bliższego zapoznawania się z fabułą. Tym razem Burton sięgnął po debiutancką powieść autorstwa Ransoma Riggsa, która skupia się na Jackobie, który po śmierci dziadka wyrusza na odciętą od świata wyspę w celu zgłębienia jej tajemnic.

7. Victor Frankenstein; reżyseria: Paul McGuigan
    premiera: 15 kwietnia
Oto i otrzymamy klasyczną historię grozy po raz kolejny przeniesioną na wielki ekran, Chociaż recenzje odnoszące się do tego filmu są raczej mieszane, to sam klimat ukazany w zwiastunach, jak również Daniel Radcliffe w roli głównej zachęcają do jego obejrzenia.

8. Łowca i Królowa Lodu; reżyseria: Cedric Nicolas-Troyan
    premiera: 22 kwietnia
Niektórzy z Was pewnie kojarzą "Królewnę Śnieżkę i Łowcę", głównie za sprawą mocno nijakiej Kristen Stewart obsadzonej w roli tytułowej Śnieżki, która choć w tym filmie najważniejsza, to zginęła przytłoczona przez wspaniałą i charyzmatyczną Charlize Therone wcielającą się w złą królową Ravenne, która tym razem otrzyma film poświęcony właśnie jej osobie. Akcja "Łowcy i Królowej Lodu" dziać się będzie na długo przed narodzinami Śnieżki. Nie wiem, czy powinienem się cieszyć, że twórcy postanowili dać drugą szansę tej historii, czy też smucić, że to kolejne zagranie mające na celu zrobienie kolejnej okrągłej sumki, przy jak najmniejszym wkładzie kreatywności. Niemniej jednak obejrzę i wystawię swoją opinię.

9. Alicja po drugiej stronie lustra; reżyseria: James Bobin
    premiera: 26 maja
Tutaj co prawda więcej rozczarowań niż pozytywnych zaskoczeń, bowiem reżyserem kolejnej części Alicji wbrew przekonaniu wielu nie jest Tim Burton, a James Bobin. Ponadto po samym zwiastunie mam wrażenie, że nie przebije to "Alicji w krainie czarów". Helena wygląda jakoś tak nienaturalnie, Johnny nawet pod warstwą makijażu wydaje się stary i zmarniały. Miejmy jednak nadzieję, że chociaż efekty komputerowe będą na najwyższym poziomie.

10. Fantastyczne zwierzęta i gdzie je znaleźć; reżyseria: David Yates
    premiera: 18 listopada
Obejrzę bo... Harry Potter. To takie oczywiste. Do tego reżyserem został David Yates, który pracował na kilkoma ostatnimi częściami ekranizacji Harry'ego. Warto też wspomnieć, że scenariusz do filmu napisała sama J.K. Rwoling. W czołówce kilka dobrych nazwisk, w tym Eddie Redmayne oraz Colin Farrell, czy to jednak wystarczy by zrobić dobry film? Bo jak na ten moment mam wrażenie, że będzie to kolejna zapchajdziura, na którą i tak się wybiorę i którą będę się jarał przez kilka miesięcy, ze względu na magiczny świat Rowling, który był dla mnie całym dzieciństwem.

A Wy na jakie filmy w tym roku czekacie :)?