10 lip 2016

Filmowa Niedziela #21 Iluzja 2

Tytuł: Iluzja 2
Reżyser: Jon M. Chu
Czas trwania: 129 min.
Premiera: 8 lipca 2016

Świat dzieli się na dwa rodzaje ludzi. Tych, którzy uwielbiają iluzjonistów i tych, którzy ich nie znoszą. Ja oczywiście należę do tych pierwszych (winić można o to m.in. J.K Rowling), dlatego też wydaną trzy lata temu "Iluzję" oglądałem z wielką przyjemnością, choć oczywiście nie można powiedzieć, by był to film bez jakichkolwiek wad, które stają się szczególnie wyraźne po powtórnym obejrzeniu. Niemniej jednak w jakimś tam stopniu zostałem oczarowany i "Iluzja" spełniła swoją rolę. Po trzech latach od premiery pierwszej części do polskich kin wchodzi kontynuacja filmu w postaci "Iluzji 2", która przedstawia dalsze losy Jeźdźców- najlepszych magików, jakich mieliśmy okazję poznać. Nie obyło się oczywiście bez pewnych zmian, zaczynając od reżysera, którym został Jon M. Chu, znany z reżyserii filmów takich jak: "Step up 2", czy "Step up 3D". Już to nie zapowiada nic dobrego. Następuje również mała zmiana w obsadzie, bowiem na ekranie nie zobaczymy już znanej z pierwszej części Isly Fisher, która z powodu ciąży musiała zrezygnować w tego projektu. Zamiast niej na ekranie pojawia się Lizzy Caplan, wcielająca się w nowego Jeźdżca- Lulę.

Po wydarzeniach z pierwszej części, grupa Jeźdźców musi się ukrywać, ponieważ poszukiwana jest przez FBI w całym kraju. Kiedy jednak następuje szansa na ich wielki powrót, którego celem będzie zdemaskowanie wielkiego oszustwa, nie wszystko pójdzie po ich myśli w skutek czego nasza grupa magików trafi do Chin, gdzie do wykonania będzie miała naprawdę trudne zadanie.
Na dobrą sprawę, "Iluzja 2" niewiele różni się od jedynki. Schemat filmu jest bardzo podobny, przez co niestety wyreżyserowany przez Jona M. Chu obraz jest bardzo przewidywalny i wtórny. Podczas seansu byłem najzwyczajniej w świecie znudzony i zirytowany tym jak bardzo film stara się na siłę zainteresować widza, co daje wynik wręcz odwrotny i "Iluzja 2" nie jest czarująca, a męcząca, głośna, kolorowa, żeby nie powiedzieć, że przaśna i w hollywoodzkim stylu oklepana. Na ekranie dzieje się dużo, a akcja szybko gna do przodu, aczkolwiek w żaden sposób to nie zaskakuje ani nie angażuje. Do tego bohaterowie wydają się niezniszczalni i z każdej opresji wychodzą bez najmniejszego szwanku, dlatego będąc jeszcze przed pierwszą połową filmu nie trudno się domyślić, jak się to skończy. Wszystko to ratuje jedynie świetna obsada, wśród których uwagę zwracają na siebie dwie nowe twarze niewystępujące w pierwszej części "Iluzji", czyli charyzmatyczny Daniel Radcliffe (Harry Potter w filmie o magii pasuje jak ulał) oraz wspomniana już Lizzy Caplan, postać zabawna i z jajem.

Kolejną bolączką "Iluzji 2", która podczas seansu nie dawała mi spokoju, jest nielogiczność i brak konsekwencji. W jednej ze scen postać grana przez Marka Ruffalo by uciec przed FBI wykorzystuje swoje sztuczki oswabodzając się z kajdanek, które nagle w niewytłumaczony sposób znajdują się na nadgarstkach ścigających go funkcjonariuszy. Kilkadziesiąt minut później otrzymujemy podobną scenę, gdzie ten sam bohater zostaje złapany przez grupę czarnych charakterów, wtedy jednak już nie potrafi wymknąć się za pomocą magicznej sztuczki. Czyżby jakieś antymagiczne kajdanki? A może sam Daniel Radcliffe maczał w tym swoją różdżkę? Takich niespójności w "Iluzji 2" jest naprawdę wiele i niejednokrotnie podczas oglądania filmu irytowałem się, kiedy tylko się one pojawiały.
Sporo można przyczepić się również do samej magii, czy też iluzji, bo naprawdę ciężko stwierdzić, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Z jednej strony otrzymujemy dużo fajnych i czasami wręcz klasycznych trików stosowanych przez iluzjonistów na całym świecie, niestety zdarzają się i takie momenty, kiedy prawa przyrody przestają obowiązywać i karty latają pod nieprawdopodobnym kątem, a jeden z głównych bohaterów na oczach tysięcy widzów zmienia się w kałużę wody. I o ile jestem w stanie uwierzyć, że takie sztuczki są do wykonania, o tyle na ekranie bije od nich raczej magia efektów komputerowych, które pozwalają na wszystko, co tylko twórcy filmu mogą sobie wymyślić.

Dla osób, które nie widziały pierwszej części, "Iluzja 2" rzeczywiście może wydawać się lepszym filmem, niż jest w rzeczywistości, choć podchodzenie do niego bez znajomości poprzedniego filmu może zrodzić wiele pytań. Dla mnie "Iluzja 2" okazała się kontynuacją kompletnie niepotrzebną, powielającą znany już widzowi schemat, filmem, który zamiast zaskakiwać i zgłębiać w tajniki iluzji, tylko znudził mnie swoją banalnością, bowiem jest to nic innego, jak kolejny hollywoodzki produkt, którego twórcy zamiast zaoferować coś nowego, dają ten sam produkt, w odświeżonym opakowaniu. To dla mnie trochę za mało. Ocenę filmu ratuje tylko dobra obsada, dawka fajnego humoru i ogólna estetyczność obrazu.

Ocena filmu

No to ja może sięgnę po coś ambitniejszego... o ile oczywiście coś takiego uda mi się dorwać w kinie w nadchodzących tygodniach. 

Koniecznie dajcie znać czy widzieliście "Iluzję 2" i co o niej sądzicie ;)

7 lip 2016

Listy niezapomniane. Tom II [RECENZJA]

Tytuł: Listy niezapomniane. Tom II
Opracowanie: Usher Shaun
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: SQN
Cena: 49,90 zł

Żyjemy w czasach, w których króluje technologia. Komunikacja międzyludzka nigdy wcześniej nie była tak łatwa, a jednocześnie tak bardzo uboga w swojej wymowie. Wystarczy napisać krótkiego, zawierającego kilka słów smsa, czy też wiadomość na facebooku, by być na bieżąco ze znajomymi, którzy mieszkają nawet na drugim końcu świata. Choć technologia ta, w postaci internetu i telefonów komórkowych niewątpliwie ułatwiła życie, to częściowo zabiła i nadal zabija wspaniałą tradycję, jaką jest wysyłanie listów. Usher Shaun wychodzi jednak temu na przeciw i pokazuje, jak wielką wartość posiada słowo pisane, a w szczególności słowa zawarte w listach, które towarzyszą ludziom już od wielu stuleci. A wszystko za sprawą "Listów niezapomnianych. Tomu II".

Jeżeli zatem zastanawiacie się czym owa książka jest, już przychodzę z wyjaśnieniem. Drugi tom "Listów niezapomnianych" to kontynuacja tomu pierwszego, zawierającego zbiór najróżniejszych listów, pochodzących z różnych epok, napisanych przez różnych, w żaden sposób niepowiązanych ze sobą ludzi. Tom drugi, o którym mowa, posiada 124 listy o najróżniejszej formie i treści. Najstarsze z nich pochodzą z czasów starożytnego Egiptu, najnowsze natomiast napisane były zaledwie kilka lat temu. Wśród nich znajdziemy listy z wyznaniami miłosnymi, notatki, które szefowie pozostawiali swoim pracownikom, dramatyczne opowieści o zdarzeniach, które zwykłemu człowiekowi nie mieszczą się w głowie, pożegnania, ostatnie słowa spisane przed śmiercią, a także wiele, wiele więcej.

"Listy niezapomniane" to książka jakże szczera, bo napisana przez prawdziwych ludzi, mniej lub bardziej znanych, którzy żyli na tym świecie i borykali się z własnymi problemami. Są tutaj także wyjątki od reguły, jak chociażby list od samego Albusa Dumbledore'a, postaci wykreowanej przez znaną brytyjską pisarkę J.K. Rowling. Wiadomo, że podczas lektury każdy z Nas trafi na listy bardziej i mniej absorbujące, niemniej jednak każdy tutaj znajdzie coś dla siebie. Mnie osobiście w książce tej urzekła prawdziwość i praca, jaką włożył w nią Usher Shaun gromadząc tak obszerny zbiór. "Listy niezapomniane" to ten typ lektury, który dostaje ode mnie najwyższą ocenę. Pisząc o tej książce oczywiście nie można nie wspomnieć o samym wydaniu, które zachwyca pod względem graficznym. Przy zdecydowanej większości listów czytelnik dostaje niepowtarzalną okazję obejrzenia ich oryginałów, czy też osób, które je napisały, tudzież były ich adresatami. A wszystko to zostało wydrukowane na śliskim papierze i opatrzone estetyczną twardą oprawą.

Warto też zaznaczyć, że Usher Shaun nie jest autorem tej książki, jedynie człowiekiem, który zebrał i opracował wszystkie 124 zawarte w tomie drugim listy. Prawdziwymi autorami "Listów niezapomnianych" są nadawcy tytułowych listów, a także niezliczeni ich odbiorcy. Ta wspaniała kolekcja w pełni prezentuje ogromną wartość jaką ma w sobie ten sposób korespondencji. Po zapoznaniu się z tomem drugim nie pozostaje mi nic innego, jak tylko sięgnąć po tom pierwszy i przy okazji napisać do kogoś list. Jeżeli więc chcecie przeżyć wspaniałą podróż w czasie, po wszystkich kontynentach i zobaczyć, jak na przekroju wielu lat zmieniała się forma listów, to koniecznie sięgnijcie po "Listy niezapomniane. Tom II", który na pewno na długo pozostanie wam w pamięci.

A czy wśród Was jest jeszcze ktoś, kto wbrew danym mu możliwościom szybkiego kontaktu, wysyła do swoich bliskich listy?

Ocena książki: 10/10

Plusy:
-książka ukazuje wielką wartość listów
-zróżnicowanie epok z których pochodzą listy
-jest to lektura szczera i prawdziwa
-wspaniała oprawa graficzna

Minusy
-brak

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN.

3 lip 2016

Filmowa Niedziela #20 Przyjaźń czy kochanie?

Tytuł: Przyjaźń czy kochanie?
Reżyser: Whit Stillman
Czas trwania: 92 min.
Premiera: 24 czerwca 2016

"Przyjaźń czy kochanie?" to melodramat, który powstał na podstawie "Lady Susan"- nowelki napisanej przez Jane Austen, znanej jako autorkę prawdziwego klasyka literatury kobiecej, czyli "Dumy i uprzedzenia". Już w tym momencie można się domyślić, że prym w tym filmie będą wiodły postacie kobiece, a cały obraz skupiać się będzie na ich problemach życia codziennego, czyli m.in. potrzeba zapewnienia sobie godnego życia oraz znalezienie córce bogatego męża.

Główną bohaterką wyreżyserowanego przez Whita Stillmana filmu, jest Lady Susan Vernon (grana przez Kate Backinsale), która po śmierci męża, pozbawiona swojego majątku, wyjeżdża na wieś do swojego brata. Z pozoru są to zwykłe odwiedziny, jednakże mają one ukryty cel, jakim jest zatuszowanie plotek o niegodnym prowadzeniu się. W międzyczasie Lady Susan poznaje  młodego Reginalda, przystojnego mężczyznę, dobrego kandydata na męża dla swojej córki, który jednak wpada Lady Susan w oko. Czy początkowo przyjazne relacje z młodszym Reginaldem przerodzą się w coś większego?

"Przyjaźń czy kochanie?" to ten typ filmu, który przez krytyków obsypany zostaje niezwykle optymistycznymi recenzjami, jednak w praktyce nie dostaje należytego uznania wśród widzów. Czym to jest spowodowane? No cóż, do gry aktorskiej nie można się przeczepić, szczególnie do głównej bohaterki, która świetnie poradziła sobie w swojej roli nadając Lady Susan charyzmy i animuszu. Nie mogę się również przyczepić do samej treści, bo losy i życie kobiet w epoce wiktoriańskiej zawsze wydawały mi się ciekawe, choćby ze względu na ich mocno ograniczone prawa i panujący wówczas model kobiety upadłej, której rola ogranicza się do bycia "aniołem w domu". W kontekście historii przedstawionej w filmie daje to dosyć ciekawą sytuację, w której poradzić sobie musi Lady Susan. Problem nie leży również  w tym, jak "Przyjaźń czy kochanie?" prezentuje się wizualnie, ponieważ mimo tego, że nie jest to wysokobudżetowa produkcja, to z przyjemnością chłonie się ujęcia, czy chociażby dopracowane wnętrza i kostiumy, które jeszcze bardziej oddziałują na percepcję prezentowanej na ekranie epoki.

Problem więc leży w... dynamicznej akcji, czy jak ktoś woli, jej braku. Choć film ten sam w sobie nie należy do najdłuższych, to naprawdę potrafi znudzić i mam wrażenie, że chyba tylko najwytrwalsi przeżyją seans bez spojrzenia na zegarek. Główną uwagę dostają tu dialogi i relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami oraz ich intencje, które niefortunnie szybko stają się dla widza oczywiste, a i zdarzeń wpływających na emocje lub dynamikę przebiegu historii jest tyle, co wody na pustyni. I jestem świadom, że od melodramatów nie można wymagać nie wiadomo czego, jednakże twórcy filmu mogli pokusić się kilka trików, jak np. skupienie się na pobocznych wątkach, których jest tu stosunkowo niewiele, a które wydają się być równie ciekawe.

Być może kobietom, szczególnie sympatyczkom twórczości Jane Austen, "Przyjaźń czy kochanie?" bardziej przypadnie do gustu. Jak dla mnie to film z serii: ciekawe, aczkolwiek nużące. Nie twierdzę, że Wy również odbierzecie go w ten sposób, dlatego jeżeli tylko macie okazję to wybierzcie się na niego do kina.

Ocena filmu


Za tydzień kolejna Filmowa Niedziela. Jest jeszcze sporo filmów do nadrobienia ;)

2 lip 2016

Nieortodoksyjne podsumowanie czerwca

Shame! Shame! Shame!
Nie jest to oczywiście nawiązanie do serialu "Gra o tron", którego szósty sezon zakończył się finałem pełnym niespodzianek. Chodzi mi raczej o czytelniczą posuchę, która panowała u mnie w czerwcu. Złożyło się na to sporo obowiązków, w tym i sesja na studiach. Teraz jednak mam już wakacje, więc postaram się, na ile będzie to możliwe, nadrobić książki... i filmy rzecz jasna też!

Książki przeczytane w czerwcu:
1."Nawałnica mieczy. Stal i śnieg" George R.R. Martin
Ilość stron: 736; Ocena: 8/10; Recenzja

2. "Grimm City. Wilk!" Jakub Ćwiek
Ilość stron: 384; Ocena: 7/10; Recenzja

3. "Star Wars: Battlefront. Kompania Zmierzch" Alexander Freed
Ilość stron: 528; Ocena: 6/10; Recenzja

Łączna ilość przeczytanych stron: 1648

Najlepszą spośród trzech przeczytanych przeze mnie książek okazała się pierwsza część trzeciego tomu "Pieśni lodu i ognia", choć pod niektórymi względami i tak okazał się gorszy od dwóch poprzednich. Przyczyną tego prawdopodobnie jest podział tej książki na dwie osobne części. Po kolejną mam zamiar sięgnąć w lipcu albo sierpniu. Najsłabszą książką czerwca jest "Kompania Zmierzch" napisana na podstawie gry o tym samym tytule nawiązującej do znanego uniwersum Gwiezdnych wojen. Problemem, który nie dawał mi spokoju podczas jej czytania była niekompetencja pisarza w kwestii przekazywania czytelnikowi emocji.

Dodatkowo na blogu pojawiły się:

Obserwuj Nieortodoksyjnego w internecie: facebook, instagram, lubimyczytać

A Wam ile udało się przeczytać książek z czerwcu? Czytaliście którąś z tych książek co ja? ;)