18 mar 2019

"Wilk z Wall Street" Jordan Belfort

Autora, jak i samej powieści nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ja o Jordanie Belforcie usłyszałem dawno temu za sprawą głośnego, wyreżyserowanego przez Martina Scorsesse filmu z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Po służący do napisania scenariusza pierwowzór chciałem sięgnąć już jakiś czas temu, jednak jej nakład najzwyczajniej w świecie się skończył i przez długi czas powieści nie można było nabyć w księgarniach. Teraz na szczęście przy okazji premiery nowej książki Belforta, także i "Wilk z Wall Street" doczekał się dodruku. 

Pozwolę sobie pominąć opis fabuły i przejść od razu do sedna, czyli moich problemów z tą powieścią. Po pierwsze, to kompletnie nie kupuję postaci Jordana Belforta przedstawionej w książce. Pisarz, jeżeli tak w ogóle o Belforcie mogę mówić, przedstawia siebie... no właśnie... jako bóstwo, najbardziej przebiegłego, najbardziej inteligentnego, najbardziej uzależnionego, naj, naj, naj do potęgi. I sęk w tym, że skoro nie kupiłem głównego bohatera (nie wspominając już o jakimkolwiek lubieniu go), to nie kupiłem również autora samej książki. Z kart powieści wylewają się hektolitry pychy podsycone wspomnianą już pierwszoosobową narracją. Belfort ponoć starał się jak najwierniej odtworzyć przebieg poszczególnych wydarzeń ze swojego życia, ale chyba nawet mniej wprawne oko wypatrzy w jak wielu miejscach koloryzuje i naciąga akcję do granic możliwości. Nie mam nic przeciwko takim zabiegom, bo prawdę trzeba czasami trochę podrasować, ale należy znać w tym umiar. Tutaj zdecydowanie go zabrakło.

Na korzyść "Wilka z Wall Street" na pewno przemawia fakt, że tę książkę czyta się naprawdę szybko, ze względu na wartką akcję napędzaną przez coraz to kolejne wydarzenia oraz prosty niewyszukany język, który powinien trafić zarówno do młodszych jak i tych starszych czytelników. Trafionym pomysłem okazało się tu przekształcenie prawdziwych wydarzeń w pełnoprawną powieść, a nie książkę dokumentalną mogącą uśpić i przytłoczyć czytelnika ilością suchych faktów. Moimi ulubionymi momentami podczas lektury były te, kiedy autor zostawiał na boku swoje bogate i dysfunkcyjne życie skupiając się na bardziej przyziemnych problemach, jakimi były np. problemy zdrowotne jego syna. To co "Wilk z Wall Street" daje czytelnikowi poza wielką chrapką na luksusowe życie, to przestroga aby uważać, bo w wirze pracy i dążeniu po trupach do celu bardzo łatwo jest zatracić prawdziwego siebie.

Z jednej strony "Wilka z Wall Street" uznaję za dobrą lekturę, dostarczającą dużą dawkę rozrywki, a z drugiej natomiast czuję dużą antypatię do autora i jednocześnie głównej postaci powieści, którą jest Jordan Belfort. Ten tytuł ratuje to, że nie usypia on czytelnika, jak często ma to miejsce w przypadku książek stricte dokumentalnych.  Raczej nie sięgnę po kolejne pozycje wydane przez Jordana Belforta, tak samo nie zamierzam wracać do "Wilka z Wall Street", no chyba że w wersji filmowej. To by było na tyle.

Ocena książki: 6/10

3 komentarze: